Szła sesja, zobaczcie sami...

Szła sesja. Miałem 4 egzaminy: huk nauki, zero chęci. Wiecie jak to jest: koledzy, piwne spotkania, dziewczyna w wolnym czasie i nagle góra zaległości. Zaliczenia jakoś poszły, no ale masa nauki przede mną. Niby coś kumałem z tego, niby na ćwiczenia chodziłem, ale zero konkretów. Zarwałem jedną nockę na wkuwanie, ale rano nic, pustka w głowie i zmęczenie jak po niezłym melanżu. Co robić, pomocy! Gościu z „pryczy” obok od tygodnia pijał jakieś świństwo. Fusy papierosowe lepiej wyglądają niż to, co miał w kubku. Ale zachwalał, że stawia na nogi. W końcu dałem się namówić, bo nie miałem siły odmówić   Może pomoże? Po 10 minutach obowiązkowe odwiedziny w WC. Koleżka mówił, że mnie lekko przeczyści. Miał rację, chociaż w moim wydaniu lekko było powiedziane za lekko ;-) Pół godziny później poczułem przypływ MOCY. Poszedłem pobiegać do parku, bo mnie roznosiło. Po powrocie szybki prysznic, 10 minut odpoczynku i do nauki. Wchodziło! I o dziwo zostawało. Dzięki yerba mate przetrwałem sesję. Pozdawałem egzaminy, choć nie wszystkie w pierwszym terminie. Obiecałem sobie wtedy, że już nigdy nie zostawię nauki na ostatnią chwilę. Oczywiście tego przyrzeczenia nie dotrzymałem nigdy. Obiecałem też sobie, że nigdy nie dopuszczę do tego, żeby moja puszka z yerba mate była pusta. I tego się trzymam!

Arek

  • facebook
  • twitter
  • googleplus1
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel